Zawsze myślałem, że szybkie czytanie, że umiejętność bardzo szybkiego pochłaniania treści książek to jedna wielka bujda. Owszem, niektórzy czytają szybciej, drudzy czytają wolniej, ale to bardziej cechy wrodzone, niż jakaś dziwna, nadprzyrodzona umiejętność, którą da się uzyskać poprzez uczęszczanie do szkół, czy na kursy szybkiego czytania. Zawsze uważałem, że jest to bez sensu. No bo co z tego, że ktoś szybko czyta, że potrafi każdą stronę czytać w przeciągu 5 sekund. To w ogóle bez sensu, ktoś chyba jedynie czyta co dziesiąte słowo, więc po pierwsze nic z tego nie zrozumie, po drugie nic z tego nie zapamięta. A jaka jest w tym przyjemność? Zawsze sądziłem, że książki czyta się przede wszystkim dla przyjemności, dla zrozumienia i dla zapamiętania rzeczy, które warto pamiętać. Ale przyznam szczerze, że kiedy kiedyś zupełnie przypadkiem zainteresowałem się umiejętnością szybkiego czytania, gdzieś po prostu spotkałem dziewczynę, która tym się troszkę zajmowała, opowiedziała mi o co w tym wszystkim chodzi, pokazała kilka sztuczek i zadziwiła mnie tym. Zadziwiła, bo to wszystko wyglądało zupełnie inaczej niż sobie wyobrażałem! Po pierwsze umiejętność szybkiego czytania to nie jakaś tam magiczna umiejętność, jakaś nadprzyrodzona moc, którą próbuje się ludziom wmówić. To rzeczywista sprawa! To wszystko po prostu polega na odpowiednim czytaniu tekstu, na obejmowaniu go wzrokiem. Większość z nas czytając książkę czy gazetę skupia się na czytanej linijce, a tymczasem wypracowanie w sobie umiejętności ogarniania wzrokiem całej strony powoduje, że szybciej ją czytamy, że jesteśmy w stanie całą stronę ogarnąć w zaledwie kilka sekund! Na tym nie koniec. Jak już wspomniałem uważałem, że szybkie czytanie to omijanie połowy słów, jeśli nie więcej, a więc bezsens czytania. Jednak jak się okazuje tak nie jest. Kiedy obejmujemy wzrokiem całą stronę, czyli wszystkie jej słowa, czytamy je wszystkie, tylko po prostu szybciej je ogarniamy, szybciej wpadają nam w umysł, szybciej je przetwarzamy. Może to brzmi dziwnie i niewyobrażalnie, ale tak właśnie jest! No i kolejna sprawa. Kwestia zapamiętywania czytanego tekstu. Zawsze uważałem, że im szybciej się czyta, a szczególnie jeśli się czyta sześćdziesiąt stron na minutę, to za żadne skarby nie idzie zapamiętać nic z czytanego tekstu. No bo jakim cudem. Ale warto na to spojrzeć i z drugiej strony. Czy osoba, która czyta jedną stronę bardzo powoli, wolniej niż standardowy człowiek, czy rzeczywiście przez to zapamiętuje więcej? Nie! Wcale nie! To nie ma takiego znaczenia. Dlatego przyspieszenie czytania wcale nie ujmie nam na pamięci, a nawet jak twierdzą specjaliści dzięki odpowiednim technikom czytania, dzięki odpowiednim ćwiczeniom, treningom, jesteśmy w stanie wytworzyć w swojej świadomości taki stan, że przy tym szybkim czytaniu zapamiętamy naprawdę wiele! Nierzadko dużo więcej niż pamięta standardowy człowiek, czytający typową prędkością. Dlatego muszę powiedzieć, że wyćwiczenie w sobie umiejętności szybkiego czytania to nie jest wcale taka głupia sprawa, bo to się może w życiu bardzo przydać. Wystarczy wyobrazić sobie naukę do kartkówek, sprawdzianów, czy wręcz egzaminów na studiach! Mamy dwie godziny i przeznaczamy je na ogarnięcie bardzo obszernego materiału do nauki… i okazuje się, że czytając szybko i zapamiętując z tego bardzo dużo, jesteśmy w stanie szybko i sprawnie nauczyć się na egzamin, dostając później „piątkę”. Dlatego uważam, że warto zainwestować w szybkie czytanie bo to tylko nam pomoże w przyszłości.