Witaj,
Ostatnio rozmawiałem z Marcinem Matuszewskim na temat szybkiego czytania, jego książki oraz kursów jakie prowadzi.
Dowiedziałem się rzeczy, o której nie miałem zielonego pojęcia, a wręcz początkowo wydało mi się to dziwne.
Sam się zajmuję przekazywaniem wiedzy ludzią więc zaczołem szukać podobnych przypadków u mnie i znalazłem.
Dobra, ale o co chodzi? Chodzi o to jak forma przekazywania wiedzy wpływa na jej przysfajalność, a konkretniej w rozmowie z Marcinem spytałem go co jest lepsze szkolenie czy jego książka. Różnica w cenie jest 370 zł, a 25 zł. Marcin powiedział mi wtedy tak, że obydwa jego produkty są dobre… (…ale który lepszy
).
Czekałem dalej na konkrety… i no zaczeło się: Wiesz Adam dzięki książce możesz się nauczyć gdzieś 2-3 razy szybkiej czytać, a średnie tempo czytania po kursie jest 1200 słów na minutę.
Otworzyłem wtedy szeroko oczy, bo różnica była ogromna.
Powiedz co ty byś wybrał. Czy kurs za 370 zł i 1200 słów na minutę lub książkę za 25 zł i 2-3 razy szybsze tempo (około 400-600 słów/minutę)?
Czekam na Twój komentarz!
.
) gra mecz wtedy trzeba wybrać co robić. Można próbować się uczyć i przerywać koncentrację ciągłymi myślami na temat wyniku meczu, no chyba, że mimo tego meczu umiesz się skoncentrować to ucz się, ale jeżeli bardziej pasuje do Ciebie ciągłe rozmyślanie na temat meczu to naprawdę szkoda, żebyś marnował czas na naukę, z której nic i tak nie wyniesiesz.
